Koszykówka mężczyzn

Kolejny stracony sezon

W ostatnim czasie nasilają się głosy krytyczne odnośnie stanu, do jakiego doprowadziła koszykówkę kojarzoną z Polonią Warszawa ekipa, która nielegalnie przejęła klub przed sezonem 2022/2023. Nawet jej najwięksi, złotouści apologeci – sfrustrowani obrotem spraw – raptem uznali, że jedynym sposobem na uzdrowienie sytuacji i perspektywą na przyszłość jest “budowa nowej hali” (sic!), a w ogóle to wszystkiemu winna jest… SKRA Warszawa. Jednak oprócz takich żenujących komentarzy pojawia się też wiele opinii merytorycznych i zdroworozsądkowych.

Są to głosy stwierdzające brak jakiejkolwiek strategii i pomysłu na cokolwiek: organizacji klubu, drużyny, składu, gry, itd. itp. Albo krytyczne wobec powtarzania nieustannie od blisko czterech lat dyrdymałów o budowaniu tożsamości i powracaniu do korzeni. Do jakich korzeni? Jeżeli autorzy tego pustego hasła mają na myśli – na przykład – szkolenie młodzieży, to faktycznie uderzający, a właściwie porażający, jest brak postępów ze strony młodych, skądinąd uzdolnionych, zawodników. Ale czy można się temu dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę, że ostatni trener mający coś wspólnego z prawdziwą koszykówką i wymagający czegoś od koszykarzy został zwolniony z klubu właśnie blisko cztery lata temu? A za co? Właśnie za to, że czegoś wymagał. Od tego czasu, przez blisko cztery zmarnowane lata, drużynę prowadziły osoby skądinąd sympatyczne, kulturalne, tyle tylko, że kompletnie nieprzygotowane i nienadające się do funkcji, którą im powierzono. Uwaga ta nie dotyczy ostatniego trenera, skądinąd także sympatycznego i kulturalnego, ale dodatkowo także bardzo pracowitego – do tego stopnia, że zatrudnionego jednocześnie na co najmniej trzech frontach. Nie jest to zarzut i wada, tylko zaleta – w stosunku do osoby trenera. Natomiast jest to kuriozum w skali ogólnopolskiej, jeżeli chodzi klub i jego politykę.

Odnośnie właśnie polityki klubu, warto odnotować też zawstydzający, wręcz infantylny, poziom komunikowania priorytetów i “wartości”, odciągający uwagę społeczności klubowej od spraw zasadniczych. I mniejsza już nawet o przebieranie zawodników w różowe wdzianka – tam przynajmniej cel był ważny i poważny. Ale na przykład przekomarzanie się na oficjalnych mediach społecznościowych kto ile zjadł serniczków wielkanocnych? Może to się i komuś podoba, ale co to ma wspólnego z męskim sportem wyczynowym, w dodatku w sytuacji, gdy drużyna przegrywa mecz za meczem? I jak się później dziwić, że twardości w grze, determinacji, ambicji i zawziętości zawodnicy KKS mogliby się uczyć od zawodniczek SKK? Czy w tym klubie w ogóle ktoś nosi spodnie?

Zobacz więcej w tej kategori